Otchłań: Księga I - Peter V. Brett


Wydawnictwo: Fabryka Słów
Tytuł oryginału: The Core
Przekład: Marcin Mortka
Data wydania: 31 stycznia 2018
Liczba stron: 702



Nadchodzi czas roju. 

Nie ukrywam, że jestem ogromną fanką Cyklu Demonicznego (sformułowanie „duża fanka” nawet odrobinę nie oddaje mojego uwielbiania!). Śledzę serię niemalże od samego początku kiedy to pewnego dnia w moje ręce wpadł egzemplarz „Malowanego człowieka”. Świat pochłonął mnie do reszty i tak już zostało. Z tego powodu od blisko 3 lat siedziałam jak na szpilkach wyczekując finału. Śledzę autora w mediach społecznościowych, więc wyobraźcie sobie moją radość kiedy Peter wrzucił niepozorny link, pod którym ukrył fragment jednego z rozdziałów „Otchłani”. Lektura tego fragmentu jeszcze bardziej wzmogła mój apetyt, który dosłownie dzisiaj został prawie zaspokojony. 

Pierwsze co zwróciło moją uwagę to okładka. Jest niesamowita. Do tej pory na okładkach występowali bohaterowie z Zakątka lub z rodu Krasjan, a tymczasem na okładce „Otchłani” widnieje Alagai Ka, demon Małżonek, który odgrywa ważną, lecz małą, rolę w tym tomie. Możemy się spodziewać, że w finale zdąży jeszcze namieszać. Sama ilustracja na okładce jest w moim odczuciu wystarczająco przerażająca i wystarczająco oddaje brzydotę i plugastwo demonów. Jeśli ktoś ma słabe nerwy to może lepiej nie przyglądać się jej w nocy?

Książka liczy dokładnie 702 strony, natomiast Księga II mająca premierę już niedługo, bo 9 maja, ma liczyć nawet 800 stron! Rozumiem, że ze względu na gabaryty wydawnictwo mogło postanowić, żeby podzielić ostatni tom na dwie części, jednak w przypadku Cyklu Demonicznego książki wtedy więcej tracą. Fabryka Słów znana jest z dzielenia tomów na części i wydawania ich w określonym odstępie czasowym, co zrobili z całym Cyklem. „Ochłań: Księga I” dzięki temu kończy się cliffhangerem, a ostatecznie przez większość książki… nie dzieje się nic. Ale do rzeczy.

Opowieść zaczyna się w momencie, w którym zakończył się „Tron z Czaszek”. Autor od razu przechodzi do sedna. Demon Małżonek wita nas już na pierwszej stronie, ale póki co w tej części autor nie poświęca mu za dużo uwagi. Brett ewidentnie skupił się na Krasjanach, którzy zapewne będą mieli wpływ na wynik wojny z demonami. Przez całą książkę, rozdział po rozdziale, skaczemy w różne miejsca świata, gdzie poznajemy różnych bohaterów. Niektórzy są starymi znajomymi czytelników, a niektórzy dopiero w „Otchłani” wyszli na pierwszy plan i mamy szansę poznać ich z innej perspektywy. Przez cztery powieści zdążyła się nagromadzić cała chmara bohaterów, jednak w każdym rozdziale występuje tylko garstka, dzięki czemu nie jest się zagubionym i można spokojnie śledzić losy bohaterów. Na czele tej gromady zdecydowanie wysuwają się Krasjanie, więc książka będzie gratką dla osób, które są zainteresowane kulturą mieszkańców pustyni. Leesha oraz inni mieszkańcy Zakątka, czy też Wolnych Miast pojawiają się zdecydowanie rzadziej, niemniej jednak rozdziały im poświęcone są równie ciekawe co te poświęcone Krasjanom. Trochę brakowało mi obszerniejszego opisania działań Leeshy, ale mam nadzieję, że w Księdze II będzie jej więcej. 

Autor uchyla wreszcie rąbka tajemnicy, którą okryte są demony i ich zwyczaje, na przykład godowe. Demony pojawiały się do tej pory praktycznie co kilka lub kilkanaście stron – w przypadku „Ochłani” nie jest inaczej, ale tym razem wiemy o nich więcej, zwłaszcza o demonach umysłu oraz o samej Alagi'ting Ka. Świetnym posunięciem było przekazanie tej wiedzy z ust samego demona Małżonka, więc możliwe, że są to fakty, ale równie dobrze mogą być to kłamstwa, przez co nie wiadomo, czego można się spodziewać w ostatniej części cyklu.

Akcja w tej części jest wolna, najwięcej jest dialogów, jednak Brett przełamuje rutynę dynamicznymi scenami walki. Nie siedzę w tym temacie, kolokwialnie mówiąc, więc mając mało wprawne oko sceny walki wydawały mi się świetnie napisane, ponieważ nawet taki laik jak ja mógł sobie wszystko dokładnie wyobrazić. Dialogi, które po nich następowały dawały odetchnąć i się wyciszyć, co sprawnie wyrównywało doświadczenie. 

Wiele osób twierdzi, że Księga I była po prostu nudna, ale ja mam inne odczucia. W maju czeka na nas wielki finał pięciotomowej sagi, w której mnóstwo się działo dlatego moim zdaniem Brett chciał najpierw wprowadzić czytelnika w świat, gdzie na horyzoncie majaczy wojna z rojem, żeby w drugiej części móc skupić się na samej wojnie z demonami i nie zanudzać czytelnika niepotrzebnymi opisami. I tutaj się powtórzę, mówiąc że akurat ta saga mocno traci na dzieleniu książek, ponieważ każda z nich tworzy spójną całość i nie powinno się traktować ich jako dwa osobne byty. Niemniej jednak książkę czytało się bardzo szybko i przyjemnie.

Pozostaje czekać na finał.

PS. ILUSTRACJE! Są przepiękne. Dominik Broniek ponownie wykonał kawał dobrej roboty.

Publikowanie komentarza

4 Komentarze

  1. Mnie ta część rozczarowała - w porównaniu do po poprzedniej nie obfituje w ciekawe czy istotne wydarzenia, no i liczyłam, że bohaterowie zejdą już do Otchłani i nie będą o tym paplać na lewo i prawo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Druga część ma mieć z 700 stron (według tego, co Fabryka u siebie napisała), więc jeszcze zdążą połazić po Otchłani. Szkoda, że wydawnictwo podzieliło tom, został niedosyt i właśnie to poczucie, że w sumie nic się nie wydarzyło. Brett lubi najpierw budować napięcie i dopiero gdzieś w drugiej połowie przechodzić do rzeczy, więc Księga II z pewnością będzie obfitowała w wydarzenia :).

      Usuń
  2. O matko :D Okładka totalnie mnie nie zachęciła haha :D No i raczej nie mój klimat :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na wcześniejszych okładkach są ludzie :D Tutaj pojechali po bandzie i dali demona, jeszcze jednego z najbardziej przerażających :D

      Usuń