"Zaszyj oczy wilkom" - Marta Krajewska


Wydawnictwo: Genius Creations
Data wydania: 30 września 2017
Liczba stron: 520

„Zaszyj oczy wilkom” to moje drugie spotkanie z twórczością Marty Krajewskiej. Pierwszym była, oczywiście, pierwsza część nosząca tytuł „Idź i czekaj mrozów”. „Idź i czekaj mrozów” urzekła mnie swoim klimatem, tym bardziej, że uwielbiam książki, gdzie autorzy wplatają elementy mitologii słowiańskiej.

„Zaszyj oczy wilkom” dzieje się bezpośrednio po wydarzeniach kończących pierwszy tom. Opiekunka Wilczej Doliny, Venda, odzyskała swojego wilkara DaWerna, Atra pragnie odzyskać dziecko spłodzone z demonami z cmentarza, jedna z mieszkanek doliny zostaje przyjęta pod skrzydła starej wiedźmy, a mieszkańcy wioski co miesiąc słyszą przeciągłe wycie wilkołaka. Gdyby tego było mało do Doliny przyjeżdża trzech przybyszów, którzy nie budzą zaufania wieśniaków.

Największą zaletą zarówno tego tomu, jak i warsztatu pisarskiego Marty Krajewskiej jest umiejętność poprowadzenia kilku wątków. W książce dzieje się dużo, co chwila napotykamy zwroty akcji, ale dzięki stylowi autorki nie jest to wymuszone i sprawia, że książkę czyta się z wypiekami na twarzy. Wielowątkowość wiąże się z występowaniem wielu bohaterów. Niejeden autor polega na tym polu i tworzy swoich bohaterów na podstawie utartego schematu, ale autorce udało się stworzyć wiele wiarygodnych osób. Każdy z bohaterów wyraża się w charakterystyczny dla siebie sposób oraz ma indywidualne cechy charakteru. Są bohaterowie, do których od razu czuć sympatię, ale są i tacy, którzy wręcz irytują. Dzięki takiej naturalności historia jest autentyczna i czytelnik nie czuje się absolutnie oderwany od świata przedstawionego.

Osobiście najbardziej przypadł mi do gustu wątek Vendy i DaWerna. Venda jest bardzo autentyczną bohaterką, która miewa gorsze dni i zdarzy jej się szpetnie zakląć. Natomiast DaWern na pierwszy rzut oka wydaje się być mężczyzną, którego nic nie obchodzi. Można by pomyśleć, że taka mieszanka nie ma prawa bytu, ale Marta Krajewska pięknie ukazała jak wygląda prawdziwy związek. Nie skupiła się na samych pozytywnych aspektach, ale zaserwowała czytelnikowi także kłótnie i sprzeczki.

Nie można nie wspomnieć o mitologii słowiańskiej, która zawsze jest w centrum historii. Otóż mamy mamy nie tylko demony i wilkołaki, ale też Pana Lasu oraz pewną postać stworzoną na podstawie pewnej popularnej legendy lubianej przez dzieci. Venda jest opiekunką Wilczej Doliny, więc do niej należy wykonywanie rytuałów mających na celu zyskanie przychylności bóstw oraz chronienie mieszkańców wioski przed złymi mocami. Cała powieść aż kipi od nawiązań do mitologii, co wskazuje na solidne przygotowanie autorki w tym temacie. 

Często mówi się, że drugie części serii zazwyczaj bywają słabe i nie trzymają poziomu, ale tutaj jest na odwrót. Drugi tom jest jeszcze lepszy od pierwszego, głównie dzięki poprowadzeniu wątków do końca i nie zostawienie czytelnika bez pytań. Marta Krajewska snuje magiczną baśń dla trochę starszych, w której można zatonąć na kilka przyjemnych godzin. 

Publikowanie komentarza

4 Komentarze

  1. Niestety nie przepadam za fantastyką, ale moja siostra była zachwycona tą serią :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Już kilka razy rzuciła mi się ta seria w oczy,ktoś chyba nawet mi ją polecał. Z przyjemnością więc ją bliżej poznam w wolnej chwili :)

    Pozdrawiam i zapraszam:
    biblioteka-feniksa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! Jeśli lubisz takie klimaty to nawet się nie wahaj :).

      Usuń