Osobiste wynurzenia na temat weny



Przekonałam się, że twórczość jest naszą prawdziwą naturą, że blokady są sztuczne i próbują powstrzymać proces tak naturalny a zarazem cudowny, jak rozwijanie się kwiatu na szczycie wiotkiej zielonej łodyżki - Julia Cameron

Jak to pięknie brzmi, prawda? 

Zaczęłam pisać dawno temu. Byłam w szkole podstawowej, gdzieś tak w klasie 4-6. Kupiłam notatnik A4, taki z wyrywanymi kartkami. Wzięłam do ręki ołówek i zaczęłam pisać opowiadanie. Nie pamiętam nawet o czym ono było. Wiem na pewno, że były tam modelki i światowe wybiegi. Był też wątek romantyczny, którego nie dopisałam, bo zabrakło mi weny na to konkretne opowiadanie, a zabrałam się za inne.

W moim pokoju w domu rodzinnym walało się mnóstwo zeszytów z napoczętymi historiami. Miałam jeden ulubiony, w którym będąc nastolatką chciałam napisać książkę. Miała to być książka fantasy, a jej tytuł brzmiał „Wilcze drzwi”. Zdecydowanie mało odkrywczy ten tytuł, biorąc pod uwagę, że historia miała być o polskiej nastolatce, która pewnego dnia odnajduje w swoim bloku tajemnicze drzwi, za którymi jest kraina, do której mają wstęp jedynie osoby mające wilczy gen, pozwalający na transformację w wilka. Uwielbiałam tę historię, ale ją również porzuciłam.

Około dziesięć lat temu (jak to okropnie brzmi!) odkryłam k-pop. Nie wiem, czy ktokolwiek z Was wie, co to jest, więc przybliżę temat. K-pop to najprościej rzecz mówiąc koreańska muzyka pop. K-pop charakteryzuje się przepychem i chwytliwymi melodiami, do których można potańczyć. Gdy ją odkryłam, przepadłam na amen. Zakochałam się w języku koreańskim i w kulturze Korei Południowej. Chociaż prawdę mówiąc najbardziej zakochałam się w przystojniakach, którzy tworzyli boybandy. Wstyd się teraz przyznać skoro jestem teraz prawie stateczną dorosłą osobą, która zaraz zdobędzie tytuł pani magister i rozpocznie karierę. Czasem dopada mnie nostalgia i słucham kilku piosenek, które dalej bardzo lubię. 

Odkrycie k-popu było dla mnie niemałym przełomem. Nie dość, że pokochałam Azję (stąd też studiowanie języka chińskiego i późniejsza podróż tam) to jeszcze „rozwinęłam się” pisarsko. Zaczęłam nałogowo czytać i pisać fan fiction. Moją muzą był boyband, który kochałam z całego serca. Na przestrzeni około dwóch lat spod mojego pióra wyszło mnóstwo opowiadań i drabbli (krótka forma pisarska, na koło sto słów). Wyobrażacie sobie, że potrafiłam obudzić się w środku nocy i napisać jedno kompletne opowiadanie, niepotrzebujące żadnych poprawek? Byłam z siebie wtedy bardzo dumna. Działałam na wielu forach, na których pojawiały się moje opowiadania i widać było, że podobały się ludziom, więc pisałam jeszcze więcej.

Jakiś czas później wpadł mi do głowy pomysł na opowiadanie fantasy, które w zamyśle miało być książką. Teraz wydaje mi się być wyjątkowo naiwne, jednak wtedy było to coś bardzo ważnego, bo sprawiło, że pisałam regularnie. Opowiadanie nazywało się Dolina Magnolii. Główną bohaterką była wróżka, córka króla wróżek. Po ciężkiej chorobie król umarł z nieznanym Lidyii imieniem na ustach. Okazało się, że ojciec wypowiedział imię jej zaginionego brata. Lydia postanawia wyruszyć na poszukiwania i tak zaczynała się jej przygoda, w której nie brakowało przystojnych elfów i tajemniczych czerwonookich dzieci, których pierwowzorem był Tengel Zły z Sagi o Ludziach Lodu Margit Sandemo. Napisałam pięć rozdziałów mieszczących się na szesnastu stronach pliku w Wordzie. Było to pierwsze opowiadanie, które pokazałam rodzicom, a oni swoim znajomym. Mówili, że jest świetne, ale je też porzuciłam.

Od tamtej pory panuje u mnie okres posuchy. Przygotowywałam się do matury, potem poszłam na studia i klops. Od Doliny Magnolii napisałam tylko kilka stron „powieści” fantasy. Było to jakieś trzy lata temu. Pomysł dalej ze mną jest i siedzi mi z tyłu głowy, ale ciężko jest się zabrać za pisanie nawet mimo tego, że chłopak mi kibicuje i zagrzewa do tworzenia. 

Mówi się, że niektórzy mają słomiany zapał. Ze mną jest chyba podobnie. Nakręcam się na coś, a jak już zacznę to robić i nie widzę od razu efektu końcowego to porzucam zajęcie i szukam czegoś innego. Jest to moja największa zmora, po to sprawia, że np. prace magisterską pisałam w sumie na ostatnią chwilę, ale na szczęście wyrobiłam się w terminie i został mi nawet mały zapas czasu. 

Lubię tworzyć. Lubię patrzeć, jak spod moich palców wychodzą słowa, które tworzą zdania, a potem tworzą spójną całość – czy to opowiadanie, czy recenzja. Tego bloga założyłam nie tylko po to, żeby dzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami na temat książek, ale również po to, żeby się odblokować i znaleźć wenę, która kiedyś towarzyszyła mi cały czas. Póki co jeszcze nie zapukała do moich drzwi, ale pisanie daje mi coraz więcej radości. Ten post to chyba pierwsza dłuższa forma, którą napisałam odkąd mnie przyblokowało. Może to malutki kroczek w dobrym kierunku?

Na koniec zadam Wam pytanie. Spodziewam się, że większość recenzetów para się pisaniem. Co robicie kiedy dopada Was twórcza blokada? Piszecie na siłę, czy może dajecie sobie odpocząć i czekacie na moment, w którym słowa same przychodzą do głowy?


Publikowanie komentarza

13 Komentarze

  1. Ja nigdy nie piszę na siłę, zawsze daje przeczytanej książce się odleżeć, żeby ją wewnętrznie przetrawić i przemyśleć. 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdarzyło Ci się kiedyś, że przez parę dni nie mogłaś nic napisać o jakiejś książce? :D

      Usuń
  2. Nie ma nic gorszego niż pisanie pod przymusem, już wolę narobić sobie lekkich zaległości ;) Czasem robię sobie kilka dni wolnego, świat się nie zawali, a mi potem o wiele łatwiej pisać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak uważam. Głowa potrzebuje przewietrzenia i resetu :)

      Usuń
  3. Ja zaczęłam pisać jak miałam 8-9 lat. Napisałam 2 książki, jedna ponad 250 stron worda pisane czczionką 12. Druga krótsza, nieco ponad 180. Nie są one dobre, ale teraz mam kilka pomysłów na inne historie i może wykorzystam pewne elementy z tamtych "ksiąźek". Od roku chyba nie napisałam ani słowa przez naukę i to, że zaczęłam dużo czytać i pisać recenzje. Jednak za nic nie porzucę pisania. Nie muszę napisać dobrej powieści. Mi po prostu sprawia przyjemność sam proces piania i wymyślania różnych rzeczy.

    Pozdrawiam i zapraszam:
    Biblioteka Feniksa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję! Kiedy szykuje się jakaś publikacja w wydawnictwie? ;)

      Usuń
  4. A pamiętasz nasz wspólny fan fick? :D maaaaatko :D Ja w planach zacząć pisać, bo pomysł za mną chodzi, ale obiecałam sobie, że najpierw obrona podyplomówki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, pamiętam! Co to za czasy :D. Jaki pomysł? Szykuje się powieść obyczajowa, czy bardziej romans? ;)

      Usuń
  5. W gimnazjum napisałam książkę która poprawiałam jeszcze w pierwszej technikum po czym sprawę zamknęłam i od tamtej pory nie napisałam niczego konkretnego.nie przejmuj się brakiem weny i też że nie wychodzi Ci napisanie czegoś i że brak Ci zapału. Nie będziesz przecież pisała na siłę prawda? Wiesz wydaje mi się że człowiek musi coś przeżyć żeby chciał pisać coś co kolokwialnie mówiąc wryje się w banie i nie będzie dawało spokoju większość najpopularniejszych poetów i pisarzy doznało ogromnej straty i smutku a potem powstały bestsellery podpisane ich nazwiskiem, jest też druga strona medalu - może brakuje ci przygód czegoś nowego w życiu? Byłaś młoda zainspirował cię kpop to pisałaś o nim bo byłaś nim ogromnie zauroczona. Jeśli w twoim życiu pojawi się coś co zmieni twój światopogląd otworzy nowe postrzeganie czegoś to myślę że wtedy wena wróci ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sam fakt napisania całej powieści jest godzien podziwu :D.

      To prawda co mówisz o tragediach, ale może lepiej mieć spokojne życie bez traum :). Gdzieś ta wena czeka! Niedługo kończę studia, więc być może w pracy czeka mnie wiele nowych doświadczeń :)

      Usuń
    2. Też mi się tak wydaje szczęście jest znacznie lepsze :DD Nie szukaj weny na siłę a na pewno do ciebie przyjdzie ;)

      Usuń
  6. Uwielbiam pisać, ale czasami niezmiernie mnie irytuje fakt, że nie mogę nic ,,wyskrobać". Rzucam wtedy to wszystko i idę robić coś innego, bo po co się irytować? Osobiście wolę tworzyć krótsze formy pisemne niż książka. Narazie znacznie bardziej ciekawi mnie i sprawia mi większą przyjemność napisanie felietonu. Na własną epopeję narodową jeszcze mam czas :D

    OdpowiedzUsuń