"Dom wschodzącego słońca" - Aleksandra Janusz


Wydawnictwo: Uroboros
Rok wydania: 4 kwietnia 2018
Liczba stron: 416

Niczym nie wyróżniające się Farewell na pierwszy rzut oka jest zwykłym, leniwym miasteczkiem usytuowanym gdzieś w Stanach Zjednoczonych. Pozory jednak mylą, gdyż pod tą nijaką powłoką znajduje się podziemie magów i istot nadprzyrodzonych. Ich świat tętni życiem, lecz magowie nie mogą się ujawniać.

Eunice Wight to buntowniczka. Inteligentna, acz buntowniczka. W szkole robi wszystko na przekór autorytetom, poczynając od wyglądu, a na zachowaniu kończąc. Typowa outsiderka pewnego dnia nagle dowiaduje się, że jest magiem. Pod swoje opiekuńcze skrzydła bierze ją Dom Wschodzącego Słońca, w którym mieszkają techno-mag i idol nastolatek, wspierani przez szermierza o japońskich korzeniach, chodzącego własnymi drogami podróżnika oraz zakonnicę. Cała ta wesoła ferajna szkoli Eunice, której moc zostaje poddana próbie gdy miasto nawiedza tajemnicza mroczna moc, przed którą drżą nawet najstarsi mistrzowie.

Dom wschodzącego słońca to nowsza, odświeżona i doszlifowana wersja powieści, która ukazała się pod tym samym tytułem w 2006 nakładem wydawnictwa Runa. Nie czytałam poprzedniego wydania, więc niestety nie mam porównania. Szkoda, bo chciałabym móc zwrócić uwagę na to, co zostało poprawione.

Eunice, jak i jej towarzysze są postaciami, które zapadają w pamięć. Mnie osobiście najbardziej przypadł do gustu Gabryś, rockman i idol nastolatek, a tak naprawdę mistrz iluzji i uzdrawiania. Jego samouwielbienie, ale i zarazem chęć niesienia pomocy stanowią ciekawy kontrast w stosunku do pozostałych magów, którzy są tajemniczy lub po prostu niepokojący. 

Kolejną postacią wartą uwagi jest Timothy, wcześniej wspomniany cyber-mag. Magowie kojarzą się wam z pięknymi, mocarnymi ludźmi, prawda? Otóż Janusz postanowiła pójść w drugą stronę i stworzyć postać mającą ludzkie ułomności. Tim jest niepełnosprawny fizycznie. Musi polegać na kulach, a ogólny stan jego zdrowia jest opłakany. Nie przeszkodziło mu to zostaniu geniuszem, twórcą sieci dostępnej wyłącznie dla magów. Dzięki tej sieci i pewnej grze Eunice odkrywa jakie zdolności w niej drzemią.

Autorka po raz kolejny (lub po raz pierwszy?) zaskoczyła pomysłem na przedstawienie magii. Nie ma inkantacji, nie ma biegania z kulami ognia, czy machania różdżką. Jest za to… matematyka. Janusz wyłożyła solidne podstawy pod wykreowanie całkiem innego schematu magii. Widać ścisły umysł autorki nie daje o sobie zapomnieć.

Fani muzyki też znajdą coś dla siebie. W kolejne rozdziały wpleciony zostały teksty piosenek zespołu Gabrysia - Neverlandu. Są buntownicze, mocne, na przekór społeczeństwu. Doskonale oddają charakter Eunice, która zalicza się do fanów zespołu. Jeśli lubicie doszukiwać się drugiego dna w powieściach to te teksty z pewnością sprawią wam wiele radości.

Radość radością, ale trzeba też powiedzieć coś złego. Pomówmy zatem o wadach, których w książce nie brakuje - w końcu to debiut autorki. 

Największą bolączką jest rozpoczynanie wątków i urywanie ich bez ostrzeżenia. Pisałam wcześniej o niespotykanym schemacie magii - dowiedziałam się o nim bardzo mało. Autorka zaznaczyła wątek, rzuciła kilkoma ciekawostkami o magii, po czym skończyła temat. Momentami zastanawiałam się w jakim odstępie czasowym napisała pierwszą i drugą połowę książki, ponieważ w drugiej chyba zapomniała w jakim kierunku chciała popchnąć magię. Ten element mocno nie trzymał się kupy, lecz można przymknąć na to oko, bo na przykład dynamiczne sceny walki są całkiem niezłą rekompensatą.

Podobnie urwany wątek to szkolenie Eunice , teoretycznie głównej bohaterki. Z początku jest w centrum wydarzeń. Gdy już okazuje się, że jest magiem, wraz z nią zostajemy wprowadzeni w nieznany świat. Poznajemy innych magów i podstawy działania magii. Powoli odnajdujemy się w nowej rzeczywistości, żeby potem zostać nagle wrzuconym w wydarzenia sugerujące, że Eunice zdążyła przejść porządne przeszkolenie pod surowym okiem nauczycieli. Skąd Eunice ma moce takie jakie ma? Kiedy zdążyła się wszystkiego nauczyć? Jaki jest jej konik? Tego niestety się nie dowiadujemy, więc mimowolnie powstała wielka dziura w fabule, którą nijak dało się zatuszować. Autorka mogła na spokojnie dodać kilka stron będącymi migawkami z tego czasu - to już by było coś.

Wspomnę jeszcze o tym, że akcja powieści dzieje się gdzieś w Ameryce. Czy nasi rodzimi autorzy mają uczulenie na osadzenie akcji swoich powieści w Polsce? Wiele współczesnych polskich autorów daje popis talentu i pokazuje, że nie ma co się wstydzić polskości w literaturze. Polska literatura stoi obecnie na bardzo wysokim poziomie, więc nie ma czego się bać i wymyślać akcji za granicą lub, o zgrozo, ukrywać się pod angielskimi pseudonimami.

Teraz mamy rok 2018. Książka została wydana 12 lat temu. Od tamtego czasu w polskiej literaturze fantasy przemaglowano wzdłuż i wszerz chyba każdy temat, więc “Dom wschodzącego słońca” nie jest wielkim zaskoczeniem. Osoba dopiero zaczynająca przygodę z tym gatunkiem odnajdzie się w tej powieści lepiej. Będzie to dla niej powiew świeżości, fascynująca nowość. Dla mnie, zapalonej czytelniczki fantasy, była to po prostu dobra książka na kilka wieczorów.

Publikowanie komentarza

9 Komentarze

  1. Miałam ochotę czytać ją już dawno, ale znalazło się coś innego. Mimo to jestem zachęcona i pewna, że w najbliższym czasie ją przeczytam :)

    Pozdrawiam!
    recenzje-zwyklej-czytelniczki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam więc cichaczem przesunąć "Dom" na początek kolejki :).

      Usuń
  2. Jakoś nie mam na nią ochoty. Może kiedyś.. pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolejna książka na liście! Kiedy ja to wszystko przeczytam? :)

    Pozdrawiam,
    Książkowa Przystań

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba rzucić jakieś zaklęcie i wydłużyć dobę o 24 godziny :).

      Usuń
  4. Mam mieszane uczucia względem tej ksiażki. Nie porwała mnie, była trochę poszatkowana, więc jeżeli kolejny tom się pojawi, to nie wiem, czy po niego sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poszatkowana była - rzeczywiście. Były momenty jak się wciągałam w akcję, a czasem czytałam i zdawałam sobie sprawę, że nie wiem co się działo. Spore przeskoki w akcji też przeszkadzały. Może jednak warto dać potencjalnemu kolejnemu tomowi szansę - autorka zdążyła się wyrobić, więc może spróbowałaby poprawić błędy zrobione w pierwszej części :).

      Usuń