"Korporacjusz" - Jakub Dziekan


Wydawnictwo: Vesper
Data wydania: kwiecień 2019
Liczba stron: 264

Korporacja – odwieczne marzenie świeżo upieczonych absolwentów szkół wyższych. Odbierają dyplom i już czują zapach darmowej kawy, roznoszący się po designerskim open space. Oczami wyobraźni widzą jak w garniturach i garsonkach biegają na meetingi z menagerami. Już pną się po szczeblach kariery, już są rozchwytywani na rynku pracy… I nagle uderza w nich rzeczywistość.

Praca w korporacji to nie tylko liczne benefity, świeże owoce, nielimitowana kawa i dobra atmosfera w zespole. To też wyścig szczurów, gdzie ludzie z premedytacją podstawiają nogi innym. To wypalenie zawodowe po przepracowaniu kilku lat, zlewających się w szarą bryłę rutyny. Kolorowe biuro staje się prywatnym więzieniem, w którym człowiek spędza czas od poniedziałku do piątku, od godziny ósmej do szesnastej.

W takim modnym więzieniu odsiadkę odbywa główny bohater „Korporacjusza” Jacka Dziekana. Mężczyzna, project manager w firmie IT, opowiada czytelnikowi o swoich doświadczeniach w firmie, w której pracuje od kilku lat. Gorzko przeklina biuro i ludzi tam pracujących. Czuje, że jego życie utknęło w martwym punkcie – do czasu aż na piętrze pojawia się przepiękna Agata. Kobieta wywołuje sensację, bo okazuje się, że nie robiąc nic, wygryzła dawnego coacha z jego ciepłej posadki. Dnie głównego bohatera ponownie nabierają koloru, w tym przypadku czerwieni ust i garderoby nowej koleżanki…

Mówi się, że praca w korporacji może i bywa stresująca, ale jest pracą stabilną. Człowiek codziennie wie, czego się spodziewać. Nic go nie zaskoczy, a nawet jeśli już wydarzy się coś ponadprogramowego, można pogadać o tym z kolegami na kawie w kuchni pracowniczej. Żeby zostać zwolnionym z korporacji trzeba mocno się namęczyć – zwłaszcza w firmach, w których rotacja pracowników osiąga gigantyczne rozmiary. 

Bohater „Korporacjusza” skupia się na drugiej stronie medalu. Zwraca uwagę na psychikę pracownika korporacji i tego, co się z nią dzieje po kilku latach na jednym stanowisku. Opisuje ewolucję z entuzjastycznego „świeżaka” w zgorzkniały trybik w źle naoliwionej maszynie. Dosadnym i wulgarnym językiem ukazuje absurdy, mające miejsce w budynkach wielkich firm. Jako uważny obserwator wytyka obłudę współpracowników i inne negatywne zachowania, które wychodzą z ludzi, gdy ci chcą osiągnąć sukces kosztem innych.

Będąc osobą, pracującą kiedyś w takim miejscu, trudno mi było uwierzyć, że historia opisania w książce to wszystko fikcja. Wąski światek wymyślony przez Dziekana mógłby mieć miejsce w każdym większym biurze w Polsce i na świecie. W każdym znajdzie się stereotypowy software developer; w każdym jest ta jedna dziewczyna z haerów, której nikt nie lubi.

„Korporacjusz” ukazuje mroki i cienie wymarzonej pracy. To dobra lektura dla każdego, kto widzi się w przyszłości jako część któregoś z gigantów na rynku. Działa jak przysłowiowy kubeł zimnej wody – pomaga zweryfikować podniosłe marzenia. 

1 komentarz:

  1. Czytałam już kilka książek o tej tematyce. Jestem ciekawa, jak została ujęta tym razem.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Biblioteka Moniki , Blogger