"Pokutnicy" - Bartosz Dudek

Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 19 stycznia 2020
Liczba stron: 218

Bartosz Dudek to najnowszy debiutant wydawnictwa Novae Res. Jego pierwsza powieść zatytułowana Pokutnicy otwiera planowany Pięcioksiąg Amhersta. Przedstawia on postać Avalona Amhersta, tajemniczego detektywa będącego przypadkiem wplątanym w spiralę kłamstw, tworzącą się w sennym południowoangielskim miasteczku Snow Parcels.

Książka jest bardzo krótka, ma zaledwie dwieście czternaście stron. Byłam zdziwiona po lekturze tym, ile akcji można wpleść w tak krótkiej formie. To najprawdopodobniej zasługa postawienia właśnie na wydarzenia. Występują one jedno po drugim, autor nie przeznacza zbyt wiele miejsca na opisy przyrody, czy samych bohaterów. Lwią część charakterów postaci, występujących w kryminale poznajemy poprzez rozmowy tych osób z innymi mieszkańcami wioski. Avalon Amherst wypytuje różnych ludzi o każdego z osobna, dzięki czemu czytelnik ma wyłożone ich przywary i pobudki niczym przysłowiowa kawa na ławę. 

Śladowa ilość opisów miała ogromny wpływ na odbiór debiutu. Czułam się, jakbym czytała rozbudowany scenariusz, mimo że sięgnęłam po powieść. Co ciekawe, kilka dłuższych akapitów pojawia się, jednak nie w momentach, w których by się ich spodziewało. Autor rozpisał się bowiem przy scenach erotycznych, które nie wniosły do fabuły nic poza byciem wypełniaczem przed kolejną dozą akcji. 

Dynamiczne dialogi często są plusem w powieściach. Nadają tempa, potrafią zainteresować różnorodnością językową bohaterów. Czytanie książek sadzonych w dziewiętnastowiecznej Anglii to dla mnie czysta przyjemność dzięki stylizowanym dialogom. Pięknie ukazany język tamtego czasu ułatwia wsiąknięcie w dawny klimat. Nagle jest się przeniesionym z fotela w swoim domu do obskurnej karczmy, czy ociekającego złotem dworu jakiegoś magnata. W Pokutnikach razi potraktowanie tego elementu po macoszemu. Jest rok tysiąc osiemset siedemdziesiąty szósty, a tymczasem bohaterowie używają słów pokroju „okej”, „super”, „balanga” lub „zajebiste”. Autorowi prawdopodobnie umknęło, iż tego typu zwroty stały się popularne dopiero kilkadziesiąt lat temu i najpewniej nie znalazłyby się w słowniku dżentelmena lub damy. Podobnie niezgrabnie zostały wplątane przekleństwa, które brzmią po prostu dziwnie wypowiedziane nagle, ewidentnie nie pasując do zarysowanego charakteru postaci. 

Ogólną ocenę podnosi główny wątek. Sprawa morderstw frapuje. Czytając, zachodzi się w głowę jak to możliwe, że morderstwa są powiązane. Rozwiązanie następuje w kulminacyjnym punkcie, w którym luźne nitki wreszcie łączą się w logiczną całość. Zakończenie mnie zaskoczyło, aczkolwiek gdzieś z tyłu głowy kołatało się kto mógł być mordercą. Niemniej, wątek został zgrabnie poprowadzony i zakończony, nie zostawiając uczucia niedosytu.

Debiuty nigdy nie są łatwe. Tacy autorzy dopiero zaczynają brodzić po meandrach sztuki pisania. U Bartosza Dudka wybija się zdolność kreowania spójnej fabuły. Jeżeli chce dalej poprowadzić losy Avalona Amhersta i popracuje nad swoim piórem to polska literatura może zyskać dobrego autora wiktoriańskich kryminałów.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwo oraz Mechanicznej Kulturacji.

Publikowanie komentarza

2 Komentarze

  1. To raczej nie jest książka dla mnie. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiktoriański kryminał mógłby mi się spodobać. Myślę, że sam szansę temu debiutowi.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń