"The Darkest Thread" - Jen Blood


Wydawnictwo: Adian Press
Seria: The Flint K-9 Search and Rescue Mysteries (#1)
Data wydania: 20 listopada 2016
Liczba stron: 353

Jamie Flint od kilkunastu lat zajmuje się trenowaniem psów, których zadaniem jest pomoc policji w poszukiwaniu zaginionych osób. W ośrodku pracuje również jej nastoletni syn i jego najlepsza przyjaciółka. Z Jamie kontaktuje się agent FBI, prosząc o asystę w szukaniu dwóch zaginionych w górach dziewcząt. Zwykłe poszukiwania zagubionych nastolatek przybierają całkiem inny tor. Służby zaczynają wiązać zaginięcie z serią brutalnych morderstw, a gdyby tego było mało, w sprawę wplątuje się zrozpaczony ojciec dziewcząt i mroczne cienie, zamieszkujące od lat góry w Vermont.

Książkę zdobyłam online, gdy ebook był dostępny za darmo. Opis w miarę zachęcał, jednak nie na tyle, żeby od razu rzucić się do czytania. Kilka dni temu wreszcie się przełamałam i otworzyłam ebooka. Zasiadłam do lektury z nastawieniem na mroczny kryminał z psami w głównej roli. Psy są, ale jest też o wiele więcej. Autorka całkowicie mnie zaskoczyła, gdy nagle do fabuły wplotła wątki paranormalne. Uwielbiam tego typu niespodzianki – książkę dosłownie połknęłam. 

Jen Blood w wyważony sposób prowadzi fabułę. W śledztwo wprowadza powoli, z wielu perspektyw – mamy spojrzenie Jamie, jej syna Beara i kilku agentów FBI, w tym Jacka Juareza. Ten ostatni okazuje się być bardzo ważną postacią nie tylko dla sprawy, ale też dla głównej bohaterki. Od kiedy tylko autorka go przedstawiła, wplatała aluzje, świadczące o tym, że postacie te znają się od wielu lat. Na początku powieści jest wiele sytuacji, w których czułam lekkie zagubienie. Miałam nieodparte wrażenie, że czytam kolejny tom, a nie otwierający. Moje domniemania były prawie uzasadnione – Jamie i Jack pojawiają się w innej serii autorki pt. „Erin Solomon”. Po kilku rozdziałach da się o tym zapomnieć i zacząć traktować te wspominki jako miły dodatek, po czym skupić się tylko na głównym wątku.

Zaginięcie Melanie i Ariel wprowadza jeden z najważniejszych elementów książki – rodzinę Redfieldów. To rodzina, która od razu skojarzyła mi się z równie niepokojącymi bliskimi Kayi z Serenade napisanej przez Heather McKenzie (opinię znajdziecie tutaj). Stojący na jej czele Dean szaleje ze strachu o swoje córki. Nie mogąc poradzić sobie z sytuacją, w przypływie bezsilności więzi kilku bohaterów, biorąc ich za zakładników. Reszta rodziny wydaje się być równie podejrzana. Ich zachowania nie są racjonalne, ale czego innego się spodziewać po ludziach bojących się o swoje siostrzenice? Mimo tego autorka mogła spędzić więcej czasu nad pracą nad Redfieldami. Dopracowanie ich motywów działań sprawiłoby, że postacie byłyby bardziej wiarygodne. Tymczasem pojawiło się kilka sztampowych postaci, do których ciężko czuć odrazę lub sympatię.

Najbardziej przypadł mi do gustu dwa wątki: paranormalny i psów. Jako wielbicielka tych czworonogów świetnie się bawiłam, wyłapując szczegóły dotyczące szkolenia ich na profesjonalnych poszukiwaczy. Podobnie dobrze czytało mi się o ich reakcjach na świat spowity woalem, przez który może zerknąć syn Jamie. Nagłe wprowadzenie tego wątku uznaję za ogromny plus. Opisy z tyłu książek lubią zdradzać całą fabułę, ale tym razem dałam się pozytywnie zaskoczyć. Choćby z tego powodu powieść na długo utkwi w mojej pamięci.

Publikowanie komentarza

0 Komentarze