"Nawia. Szamanki / Szeptuchy / Demony" - antologia wydawnictwa Uroboros

Wydawnictwo: Uroboros
Data wydania: 27 października 2021
Liczba stron: 416

Szeptuchy, szamanki, zielarki – to temat „na czasie”. Wielu polskich autorów, piszących fantastykę, bierze ten temat na warsztat i próbują wyczarować coś nowego. W większości są to niestety teksty wtórne, którymi rynek jest przesycony. Niektórzy wybijają się na ich tle, ale o tym opowiem Wam za chwilę. 

Antologia wydawnictwa Uroboros pod tytułem „Nawia. Szamanki / Szeptuchy / Demony” to zbiór ośmiu opowiadań, obracających się wokół naszej rodzimej słowiańszczyzny. Każdy z autorów próbował przedstawić swoje postrzeganie naszej dawnej religii. Marta Krajewska, Katarzyna Berenika Miszczuk i Martyna Raduchowska postawiły na pewniaki i napisały opowiadania osadzone w realiach ich innych powieści. Ich opowiadania to historie związane ze znanymi już bohaterami lub miejscami. Reszta autorów była bardziej kreatywna i stworzyli coś całkiem nowego. 

Opowiadanie otwierające zbiór to „Płacz cichą nocą się niesie” Katarzyny Bereniki Miszczuk. Stara szeptucha mieszkająca w znanych już z powieści autorki Bielinach zostaje poproszona o pomoc. Małżeństwo boryka się z demonem, który nachodzi ich od paru miesięcy. Zadaniem szeptuchy jest pozbycie się go, aby przestał ich zadręczać. Uwielbiam tę autorkę, od jej Bielińskiej serii rozpoczęła się moja miłość do słowiańskich motywów. Miszczuk potrafi rozbawić czytelnika, jednocześnie ukazując naszą dawną religię w nowym świetle. W przypadku tej antologii jej opowiadanie wypada najsłabiej na tle innych  – zarówno językowo, jak i fabularnie. Dodatkowo, jako jedyna postawiła na współczesny język, jakim posługuje się jej główna bohaterka i razi to na tle innych stylizowanych opowiadań. Niemniej jako opowiadanie otwierające zbiór spełnia swoją rolę. Daje przedsmak tego, co czeka czytelnika dalej i nadaje namiastkę klimatu.

W zbiorze jest kilka historii, które zasługują na największą uwagę. Spodobały mi się najbardziej i uważam, że są najlepszym, co może zaoferować antologia wydawnictwa. „Jezioro Cię kocha” Marty Krajewskiej oraz „Wichura” Marcina Mortki odtają jakościowo od innych opowiadań. Język stylizowany na dawne czasy i umiejętność budowania tajemniczego klimatu działają bardzo na plus! Fabularnie również błyszczą. Co prawda jest ten sam schemat (problem-szeptucha-rozwiązanie), ale poprowadzony jest w taki sposób, że nie razi to po oczach. Kobiety znajdują rozwiązania, jednak ich wynik nie jest taki, jak można by było się spodziewać. Zaskakujące zakończenia opowiadań Krajewskiej i Mortki bardzo mi się spodobały i utkwiły w pamięci. Powieści Krajewskiej bardzo lubię, z kolei Mortki nie znałam aż tak dobrze, ale dzięki „Wichurze” mam apetyt na więcej.

„Dziewanna i księżyc” Anny Szumacher oraz „Szeptucha” Jagny Rolskiej to opowiadania, które pozytywnie mnie zaskoczyły. Annę Szumacher znałam do tej pory z książki „Słowodzicielka”, która nie trafiła do mnie. Zarówno pomysł, jak i wykonanie wyszły dość słabo. Z kolei jej opowiadanie w antologii jest jednym z lepszych. Mamy studentów archeologii, którzy wyruszają latem na wykopaliska. Towarzyszy im starsza pani profesor oraz pani doktor z Czech. Obie kobiety chcą znaleźć jak najwięcej artefaktów, aby mieć czym się pochwalić na uczelni. Tylko nikt, oprócz jednego studenta, nie wie, że czeska pani doktor ma zgoła inne ambicje. W historii Rolskiej współczesność również zderza się z przeszłością. Stara szeptucha pluska się w luksusowym jacuzzi, a jej prawnuczka ma zupełnie inne drugie życie niż to, którego można się spodziewać po nastolatce. Oba opowiadania zgrabnie łączą dwa całkowicie odmienne światy, nie dając poczucia, że to dwie fabuły nieudolnie sklecone w całość. Wręcz przeciwnie – przeplatają się w misterny sposób, ukazując najlepsze co autorzy mają do zaoferowania w obu światach.

Ostatnie opowiadanie, o jakim chcę wspomnieć to „Konsultantka” Marcina Podlewskiego. Dziewczyna nieco po dwudziestce ląduje w szpitalu, a w trakcje snu przenosi się do świata równoległego. Spotyka tam bóstwa różnych religii, a nawet Morganę znaną z opowieści o Królu Arturze. Wszyscy chcą przejąć Nawię, a zadaniem dziewczyny jest zdecydowanie, komu zostanie ona przydzielona. Dzieje się w tej historii… dużo. Może nawet dużo za dużo. Panuje w niej chaos. Sceny przeskakują jak w kalejdoskopie i trudno jest się odnaleźć w tym pędzie. O bohaterach wiemy niewiele, niektórzy zostali stworzeni tylko po to, aby zapełnić limit znaków. Pojawiają się na kilka stron, po czym znikają lub mają na tyle mały wpływ na historię, że mogłoby ich nie być. W trakcie czytania „Konsultantki” wielokrotnie odkładałam książkę z coraz bardziej nikłą chęcią powrotu do antologii. Marcin Podlewski podjął jednak próbę stworzenia czegoś innego, wyłamał się ze znanego szeptuchowego schematu i za to należy mu się ogromna pochwała. Tylko czy to wystarczy, aby uznać opowiadanie za dobre?

Spodziewałam się o wiele lepszej antologii, biorąc pod uwagę nazwiska jakie się w niej pojawiły. Wtórność tematu słowiańszczyzny mogła mieć wpływ na jakość, ale na szczęście znalazły się dwie perełki w postaci historii Krajewskiej i Mortki. Sprawiają, że „Nawia” jest warta uwagi. Z pewnością sprawdzi się jako początek przygody z tym światem, więc mogą po nią sięgnąć osoby nie obeznane z tematem. Inne osoby mogą poczuć rozczarowanie i rozgoryczenie, że tak pięknie wydana antologia ma tak średni środek.

2 komentarze:

  1. Mam w planach tę antologię. Kiedy już po nią sięgnę zwrócę bardziej uwagę na opowiadanie Mortki i Krajewskiej.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mogłam pomóc w przyszłej lekturze! :)

      Usuń

Copyright © Biblioteka Moniki , Blogger