"The Case of the Green-Dressed Ghost" - Lucy Banks

Wydawnictwo: Amberjack Publishing
Seria: Dr Ribero's Agency of the Supernatural #1
Data wydania: 7 marca 2017
Liczba stron: 284

Kester w wieku 22 lat zostaje sierotą. Ojca nigdy nie poznał, mamę zabiera choroba. Chłopak zostaje sam na świecie, ale tuż przed śmiercią jego mama pozostawia mu pewne zadanie. Kester musi odnaleźć doktora Ribero. Wyrusza na poszukiwania bez większych nadziei. Tymczasem odnalezienie tajemniczego doktora sprawia, że życie Kestera ponownie nabiera sensu. Jednak nie jest sam na świecie. Odnajduje nie tylko rodzinę, ale też dowiaduje się, że… duchy istnieją!

Po przeczytaniu tej książki mam mieszane uczucia. Jest to debiut Lucy Banks, więc już sam ten fakt zmusza mnie do przychylniejszego spojrzenia na historię. Język, jaki stosuje, jest prosty i łatwy w odbiorze. Nie używa zbędnych ozdobników, zdania spod jej ręki są oszczędne. Dzięki temu nie ma w książce ani jednego momentu, gdy mogłam pomyśleć, że ten czy ten fragment można na spokojnie wyciąć. Akcja płynnie przechodzi do kolejnych wątków, a wszystko ładnie się ze sobą wiąże. 

To, co najbardziej mi przeszkadzało, to bohaterowie. Agencja zajmująca się utylizacją istot paranormalnych zatrudnia kilkoro ludzi. Każdy z nich ma konkretne talenty, które ułatwiają pracę w tym miejscu. Z książki dowiedziałam się, że pracują ze sobą nawet kilkanaście lat. Znają się jak łyse konie, a jednak ich relacje na pierwszy rzut oka wyglądają jakby się nienawidzili. Ciągle sobie przytykają, krzyczą na siebie, wypominają sobie błędy i traktują się jak najwięksi wrogowie. Nie bardzo wiem, jaki plan miała autorka w głowie tworząc taką dynamikę. Być może chodziło o to, że Kester, główny bohater, pomimo bycia niewyróżniającym się typem, swoją osobą scala grupę. Gdy pojawił się w ich biurze, w każdym z nich zaczęła zachodzić zmiana. Stawali się bardziej wyrozumiali i rozpoczęli naukę prawdziwej pracy w zespole. Od tego momentu było coraz lepiej i na koniec złapałam się na tym, że naprawdę ich wszystkich polubiłam!

Na uwagę zasługuje też wątek głównego śledztwa. Kester zostaje bez własnej woli wciągnięty w pracę agencji. Akurat zmagają się z istotą, która zalęgła się w obrazie przedstawiającym piękną kobietę w zielonej sukni. Członkowie zespołu obawiają się, że to śledztwo przejmie inna, większa, agencja, więc zwierają szyki. Dwoją się i troją, próbując dojść do tego, co za duch zamieszkał w ramie. Dopóki nie pojawia się nasz główny bohater, członkowie załogi błądzą po omacku. Próbują różnych strategii, ale póki nie mają pojęcia, z jakim duchem mają do czynienia, ich starania spełzają na niczym. Szczerze ciężko mi uwierzyć, że przed Kesterem nikt nie wpadł na to, aby zrobić… research. Zastanawiam się, w jaki sposób pozbywali się istot w czasie poprzednich zleceń. Musiały być sytuacje, gdy spotykali się z nieznanymi sobie istotami. Autorka w tym przypadku naciągnęła historię, pozostawiając wiele znaków zapytania. 

Samo rozwiązanie zagadki kobiety w zielonej sukni również rozczarowuje. Imię, pod którym znano tego ducha od wieków, pojawia się kilkadziesiąt stron przed tym, jak Kester wyjawia w agencji z kim mają do czynienia. Z tego powodu zabrakło elementu zaskoczenia. Reszty śledztwa oraz jego zakończenia można było więc szybko się domyślić. Autorka mogła rozciągnąć to w czasie lub rzucić czytelnikowi kilka mylących informacji – dodałoby to dreszczyku i nuty niepewności.

„The Case of the Green-Dressed Ghost” ma wiele niedociągnięć, głównie fabularnych. Należy jednak pamiętać, że jest to debiut, a większość autorów uczy się na błędach i każda kolejna książka jest coraz lepsza. Myślę, że w przypadku Lucy Banks będzie podobnie. Na pewno ma dryg do pisania, bo mimo wszystko mam chęć sięgnąć po dalsze części historii o agencji doktora Ribero.  

1 komentarz:

  1. Nie kojarzę dobrze tej książki. Fajnie, że po jej przeczytaniu masz ochotę by sięgnąć po dalszą część.
    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Biblioteka Moniki , Blogger