"Wiosna zaginionych" - Anna Kańtoch

Wydawnictwo: Marginesy
Seria: Krystyna Lesińska (tom 1)
Data wydania: 30 września 2020
Liczba stron: 400

Anna Kańtoch jest raczej znana ze swoich powieści fantastycznych. Osobiście nie zdążyłam poznać jej od tej strony. Pierwsza jej książka, jaka wpadła w moje ręce, to właśnie „Wiosna zaginionych” będąca tematem tej recenzji. Niemniej, miałam duże oczekiwania biorąc pod uwagę, że autorka była wielokrotnie nagradzana i nominowana do prestiżowych nagród literackich.

Krystyna Lesińska to niczym nie wyróżniająca się staruszka. Mieszka w Katowicach, a swoją emerycką codzienność dzieli na spotkania z ukochaną wnuczką i ciche narzekanie na inne starsze panie. Krystyna ma zgoła inną przeszłość niż większość osób w jej wieku, zwłaszcza kobiet. Zawód, jaki wykonywała, nikomu nie przyszedłby do głowy, gdyby spojrzał na tę zgarbioną postać. Na domiar wszystkiego, gdy była nastolatką, jej brat wraz z kilkorgiem znajomych wybrali się na wycieczkę w Tatry. Wrócił z niej tylko jeden chłopak, ale ślad po nim i tak zaginął. Wiele lat później, właśnie w podeszłym wieku, Krystyna zauważa człowieka, który wygląda jak Jacek. Postanawia go śledzić i wyciągnąć z niego, co stało się na szlaku. Wchodząc do jego domu nie spodziewa się, że przywita ją jedynie zapach śmierci.

„Wiosna zaginionych” to niesamowicie dobrze przemyślany kryminał. Autorka wprowadza wiele wątków, ale dodaje to realności całej historii. Dzięki temu życie Krystyny nie skupia się wyłącznie na łapaniu domniemanego zabójcy jej brata. Towarzyszymy jej również w przyziemnych sprawach, jak rozmowa z wścibską sąsiadką, czy jej problemy w komunikacji z dorosłą córką. Wielowątkowość dopiero pod koniec zaczyna wprowadzać lekki chaos. W pewnym momencie akcja zaczyna dosłownie pędzić. Podrozdziały stają się coraz krótsze, lecz zawierają coraz więcej sprzecznych informacji. Ostatecznie aż do samego końca nie wiadomo, kto się włamał do domu Jacka ani kto podszywa się pod właściciela tego domu. Samo rozwiązanie zagadki jest satysfakcjonujące. Wprowadzone jest nagle, ale sprawną klamrą zamyka wszystko i nie pozostawia urwanych nici.

Kreacja starszej pani, będącej główną bohaterką, zasługuje na ogromne oklaski. Nie spodziewałam się, że tak dobrze może się czytać powieść kryminalną nie z perspektywy komisarza. Do tej pory czytałam tylko takie kryminały, ale we „Wiośnie zaginionych” w ogóle nie odczułam dyskomfortu z tym związanego. Krystyna doskonale wpasowała się w fabułę. Bardzo ją polubiłam. Jej rozterki życiowe oraz sprytne prześlizgiwanie się między paragrafami zaskarbiło moją sympatię. Anna Kańtoch dobrze przemyślała sprawę, obsadzając starszą panią jako główną bohaterkę. Dzięki temu nic nie jest oczywiste. W pewnym momencie musiałam zwątpić nawet w poczytalność Lesińskiej! 

Książkę czyta się błyskawicznie. Gdybym miała więcej czasu i siły, na spokojnie skończyłabym ją w przeciągu jednej nocy. Krótkie rozdziały, równie krótkie podrozdziały i przystępny język sprawiają, że powieść jest idealna na wieczór. Autorka wielokrotnie z namysłem wprowadza czytelnika w błąd. Podrzuca kilka informacji, z których da się sklecić wiarygodne rozwiązanie zagadki, ale chwilę później burzy ten domek z kart. Potrafi doskonale zbudować napięcie i z niecierpliwością czekam na możliwość przeczytania kolejnej części tej trylogii.

1 komentarz:

Copyright © Biblioteka Moniki , Blogger