"Małe Licho i babskie sprawki" - Marta Kisiel

 

Wydawnictwo: Wilga
Seria: Małe Licho (tom 4)
Data wydania: 27 października 2021
Liczba stron: 236

Są takie książki, które mimo że przeznaczone dla młodszych czytelników, wśród dorosłych wywołują równie dużo emocji. Marta Kisiel potrafi świetnie się znaleźć w literaturze dojrzałej, jak i w tej dla dzieci. „Małe Licho i babskie sprawki” to czwarta już książka z serii o aniołku w bamboszkach i jego małym jasnowłosym człowieku. Każda część to nowa, chwytająca za serce historia dorastania Bożka i tego jak próbuje znaleźć się w swojej szalonej i potwornie potwornej codzienności.

Tym razem jest mniej zabawnie. Pojawiają się bowiem… dziewczyny! I to nie byle jakie, bo ruda i piegowata Zmyłka. Nowa koleżanka z klasy Bożka wprowadza zamęt do jego jasnej główki. Do tego chłopiec wraz z kolegami podejrzewają, że ich nowy wychowawca to wampir. Raczej nie energetyczny, tylko ten straszny co wysysa krew. Matematyka również spędza im sen z powiek, ale na szczęście mają wszechstronnego Krakersa, który częstuje ich smakołykami na poprawę humoru. Problemów dokłada tata Bożka, próbując podsłuchiwać i wtrącać się bez pytania w życie dorastającego syna. I jak tu zachować spokój?

„Małe Licho i babskie sprawki” uderza w poważniejsze tony niż poprzednie części. Mniej jest relacji Bożka z uroczym aniołem stróżem, a więcej o przyjaźniach z chłopcami z klasy. Pokazuje to, że chłopiec dorasta i powoli zaczyna dostrzegać, że dom rodzinny kiedyś przestanie być jego jedynym domem. Pojawia się wiele nostalgii związanej ze wspomnieniami poprzednich wakacji czy życia, gdy jeszcze nie chodził do prawdziwej szkoły. Nie zapomina jednak o swoich najbliższych. Marta Kisiel w magiczny sposób przekazała proste przesłanie – wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Bożek kocha swoją pokręconą rodzinę i przejawia się to na mnóstwo sposobów. Te sceny ogrzewają serce, a na twarzy pojawia się błogi uśmiech.

Cała książka jest niezwykle przytulna. Otula ciepłym kocykiem, podaje do ręki kakao z pianką i zaprasza w swoje progi. Każdy z bohaterów wnosi coś dobrego do historii. Nawet ci ludzie, którzy z początku wydawali się potworni, na końcu ujawniają całkiem inne oblicze. Z pomocą szalonej fabuły autorka przepięknie pokazała, że każdy z nas zmaga się z demonami. Nieważny jest wiek, status społeczny. Wszyscy jesteśmy ludźmi i wszyscy mamy bagaż doświadczeń. Niektóre na miarę wieku, niektóre nas przerastają, ale trzeba próbować żyć pełną piersią.

Jestem zachwycona każdym kolejnym tomem. Książki dla dzieci Marty Kisiel trącają we mnie jakąś czułą strunę. Rzadko płaczę w trakcie czytania czegokolwiek. Potrafię uronić łzy na filmach, jednak literatura musi naprawdę mną wstrząsnąć, żebym coś z siebie wycisnęła. Najnowsze „Małe Licho” sprawiło, że pod koniec popłakałam się jak bóbr.

2 komentarze:

Copyright © Biblioteka Moniki , Blogger